Treść
Wizje doskonałości i uzdrowienia
KIEDYŚ, pogrążony w morzu niepokoju, medytowałem nad «stanem doskonałym» i zastanawiałem się, kim bym był, gdybym miał oczy zbyt czyste, by dostrzec nieprawość, gdyby wszystko było dla mnie czyste i gdybym nie miał potępienia. Pochłonięty tą żarliwą kontemplacją, poczułem, że wznoszę się ponad mroczną sferę doznań. Doznanie było tak intensywne, że czułem się istotą ognia zamieszkującą eteryczne ciało. Głosy, niczym z niebiańskiego chóru, z uniesieniem zwycięzców w walce ze śmiercią, śpiewały: «On zmartwychwstał – On zmartwychwstał», a ja intuicyjnie zrozumiałem, że chodzi o mnie.
Potem zdawało mi się, że spaceruję w nocy. Wkrótce natknąłem się na scenę, która mogła być starożytną Sadzawką Betesda, gdyż w tym miejscu leżała wielka rzesza słabych ludzi – ślepych, chromych, wychudzonych – czekających nie na ruch wody, jak to było w zwyczaju, ale na mnie. Gdy podszedłem bliżej, bez namysłu ani wysiłku z mojej strony, jeden po drugim byli uzdrawiani, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Oczy, dłonie, stopy – wszystkie brakujące członki – wyłoniły się z jakiegoś niewidzialnego zbiornika i uformowały w harmonii z doskonałością, którą czułem w sobie. Kiedy wszystko było idealne, chór radośnie zawołał: «Dokonało się!». Wtedy wizja rozwiała się, a ja się obudziłem.
Wiem, że ta wizja była rezultatem mojej intensywnej medytacji nad ideą doskonałości, ponieważ moje refleksje nieuchronnie prowadzą do jedności ze stanem, który kontempluję. Byłem tak pochłonięty tą ideą, że przez pewien czas stałem się tym, o czym myślałem, a wzniosły cel, z którym utożsamiałem się w tamtym momencie, przyciągnął wzniosłe obrazy i ukształtował wizję zgodną z moją wewnętrzną naturą. Ideał, z którym jesteśmy zjednoczeni, działa poprzez skojarzenie idei, budząc tysiące nastrojów i wywołując działania zgodne z ideą przewodnią.
Odkrycia dzieci i połączenie z «Wielkim Ja»
Po raz pierwszy odkryłem intymny związek między nastrojem a wewnętrznym widzeniem, gdy miałem około siedmiu lat. Stałem się świadomy tajemniczego życia, które szalało we mnie niczym szalejący ocean straszliwej mocy. Zawsze wiedziałem, kiedy zjednoczę się z tą ukrytą tożsamością, ponieważ moje zmysły zamarzały nocą w oczekiwaniu na te wizyty i wiedziałem bez cienia wątpliwości, że rano będę sam z nieskończonością. Tak bardzo bałem się tych wizyt, że leżałem bezsennie, aż moje oczy zamknęły się ze zmęczenia. Kiedy moje oczy zamknęły się we śnie, nie byłem już sam, lecz jednością z inną istotą, a jednak wiedziałem, że to ja. Wydawało się starsze niż samo życie, a jednak bliższe mi niż moje własne dzieciństwo.
Zrozumiałem, że mój pełen oczekiwania nastrój działał jak magnes, jednocząc mnie z tym «Wielkim Ja», a moje lęki sprawiały, że było niczym wzburzone morze. Jako dziecko wyobrażałem sobie to tajemnicze «ja» jako potężną siłę, a w zjednoczeniu z Nim czułem Jego wielkość niczym wzburzone morze, które mnie otulało, a potem miotało mną niczym bezbronna fala.
Kiedy stałem się mężczyzną, wyobrażałem sobie Go jako Miłość, a siebie jako Jego Syna, i w moim zjednoczeniu z Nim teraz czuję Jego miłość! To zwierciadło dla wszystkich. Cokolwiek sobie Go wyobrażamy, Takim On jest dla nas.
Wierzę, że To jest centrum, przez które przebiegają wszystkie nici wszechświata; dlatego zmieniłem swoje wartości i przekonania tak, że teraz zależą one od tej jednej przyczyny wszystkiego, co istnieje. Dla mnie jest to ta niezmienna rzeczywistość, która kształtuje okoliczności w harmonii z naszymi wyobrażeniami o sobie.
Prawo samoprzemiany
Moje mistyczne doświadczenia przekonały mnie, że nie ma innej drogi do osiągnięcia zewnętrznej doskonałości, do której dążymy, jak tylko poprzez przemianę samych siebie. Gdy tylko uda nam się zmienić siebie wewnętrznie, świat magicznie rozpłynie się na naszych oczach i zostanie odbudowany w harmonii z tym, co potwierdza nasza transformacja.
Opowiem wam jeszcze o dwóch wizjach, ponieważ potwierdzają one prawdziwość mojej myśli: poprzez intensywność miłości lub nienawiści stajemy się tymi, których kontemplujemy.
Doświadczenie połączenia się ze Światłem
Kiedyś, z zamkniętymi oczami, pogrążony w głębokim zamyśleniu, rozważałem odwieczne pytanie: «Kim jestem?» i stopniowo poczułem, jak rozpływam się w bezkresnym morzu promiennego światła; wyobraźnia w tym momencie przewyższyła wszelki lęk przed śmiercią. W tym stanie nic nie istniało poza mną samym – bezkresny ocean płynnego światła. Nigdy wcześniej nie czułem takiej bliskości Bytu.
Wizja Żywego Buddy
Innym razem leżałem w łóżku i z zamkniętymi oczami, niczym we śnie, rozmyślałem nad tajemnicą Buddy. Po chwili mroczne głębiny mojego umysłu zaczęły się jarzyć. Wydawało mi się, że jestem otoczony świetlistymi chmurami, które wydobywały się z mojej głowy w postaci ognistych, pulsujących pierścieni. Wtedy przed moimi oczami pojawił się kryształ kwarcu. Gdy na niego patrzyłem, kryształ rozpadł się na fragmenty, które niewidzialne ręce szybko przemieniły w żywego Buddę. Patrząc na tę medytacyjną postać, zobaczyłem, że to ja. Byłem żywym Buddą, którego kontemplowałem. Światło jak słońce emanowało z tego żywego obrazu mnie z rosnącą siłą, aż eksplodowało.
Ciało eteryczne i świat wewnętrzny
Z jakiego królestwa czy skarbnicy obrazów wyłoniła się ta istota, potężniejsza niż człowiek? Skoro widziałem, słyszałem i poruszałem się w świecie istot realnych, to mam prawo zakładać, że posiadam ciało subtelniejsze niż fizyczne; ciało, które można oddzielić od fizycznego i wykorzystać w innych wymiarach. W tej ziemskiej formie osadzone jest ciało dostrojone do świata światła, a ja poprzez intensywną medytację uwolniłem je, niczym magnes, przez ciemną powłokę ciała.
Jestem istotą nieśmiertelną, która wyobraża sobie siebie jako człowieka i stwarza światy na obraz i podobieństwo swojego wizerunku. Jesteśmy tym, kim sobie wyobrażamy, że jesteśmy. Naszą wyobraźnią stworzyliśmy ten sen o życiu i dzięki niej powrócimy do tego wiecznego świata światła, stając się tym, kim byliśmy, zanim go stworzyliśmy.
Świadomość jako jedyna rzeczywistość
Śmierć nie ma mocy transformującej. Nic nie jest dla nas ważniejsze niż nasz wizerunek. Ci, którzy nam pomagają lub przeszkadzają, są jedynie wykonawcami prawa, które kształtuje zewnętrzne okoliczności w harmonii z naszą wewnętrzną naturą.
Bezcelowość walki zewnętrznej
Próba zmiany świata, zanim zmienisz swoje postrzeganie siebie, to walka z samą naturą rzeczy. Nie ma zmiany zewnętrznej, dopóki nie nastąpi zmiana wewnętrzna. To, co wewnątrz, jest na zewnątrz.
Wszystko, co robimy bez zmiany naszej świadomości, to jedynie daremna próba zatuszowania powierzchowności. Bez względu na to, jak ciężko pracujemy i jak się zmagamy, nie możemy osiągnąć więcej, niż potwierdza nasza podświadomość.
Protestowanie przeciwko temu, co nam się przytrafia, jest protestem przeciwko prawu naszego bytu i naszej władzy nad własnym losem.
Natura transformacji i emocji
Transformacja świadomości prowadzi do zmiany środowiska i zachowania. Prawdziwa transformacja następuje, gdy nowy stan staje się tak stabilny, że całkowicie zastępuje poprzedni.
Wpływ miłości i nienawiści
Miłość i nienawiść mają magiczną, transformującą moc. Poprzez intensywność nienawiści kształtujemy w sobie charakter, jaki dostrzegamy u naszych wrogów. Cechy giną, jeśli nie poświęcamy im uwagi, dlatego nieprzyjemne stany najlepiej wymazać, wyobrażając sobie «piękno zamiast popiołów i radość zamiast smutku», zamiast bezpośrednio walczyć ze stanem, od którego chcemy się uwolnić.
«Myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe» [Filipian 4:8], bo stajemy się tymi, z którymi łączymy się myślami.
Budzenie się ze snu
Ludzkość jest pojedynczą istotą. Obrazy i okoliczności, które widzimy w snach, są wytworem naszej wyobraźni. To samo dotyczy obrazów i okoliczności w tym śnie na jawie.
Wszechświat jest snem, a my jesteśmy wiecznymi marzycielami. Pewnego dnia obudzimy się z tego koszmaru i dowiemy się, że tak naprawdę nigdy nie opuściliśmy naszego wiecznego domu; że nigdy się nie narodziliśmy ani nie umarliśmy nigdzie indziej, jak tylko w snach.